Jaką zmywarkę wybrać? Pułapki, hity i marki, których lepiej unikać

Kupno nowej zmywarki wydaje się dziś rzeczą prostą – wchodzimy do sklepu, wybieramy odpowiedni wymiar, sprawdzamy klasę energetyczną i gotowe. Prawda jest jednak brutalna: jakość współczesnego AGD drastycznie spadła, a producenci stosują sztuczki, które z perspektywy serwisanta są po prostu zaplanowanym postarzaniem produktu. Jako że zajmuję się naprawą takich sprzętów, chciałbym podzielić się kilkoma obserwacjami na temat tych urządzeń. Wiem, co psuje się najczęściej, a co faktycznie potrafi posłużyć lata.

Zastanawiasz się, jaką zmywarkę kupić? Przeczytaj ten poradnik, zanim wyrzucisz pieniądze w błoto.

Koniecznie przeczytaj również mój artykuł o tym, jak DBAĆ o swoją zmywarkę, aby działała jak najdłużej. Są to małe rzeczy, a wydłużają życie sprzętu o połowę.


Czarne owce na rynku: Zmywarki, które najczęściej lądują u mnie na serwisie

Na początek weźmy na tapet marki, które kuszą klientów bardzo atrakcyjną ceną, znanym logo lub bogatym wyposażeniem. Niestety, w przypadku wielu z nich, niska cena zakupu często szybko przeradza się w wysokie koszty serwisowania.

  • Whirlpool / Beko: Te urządzenia często trafiają do mnie z powodu problemów z elektroniką sterującą oraz awaryjnymi pompami myjącymi. Jakość użytych materiałów (uszczelki, plastikowe turbiny) pozostawia wiele do życzenia, co po kilku latach eksploatacji skutkuje wyciekami. Choć jeszcze zdarza mi się serwisować starsze sprzęty tych producentów, które eksploatowane w różnych warunkach znoszą przynajmniej 10 lat pracy bez najmniejszej awarii, dziś niestety to często loteria. Najsłabszym punktem są nietrwałe pompogrzałki i moduły elektroniczne lub zawory dopływowe, które potrafią "poddawać się" tuż po upływie okresu gwarancyjnego. Niestety nie są to odosobnione przypadki, a wręcz całe fale padającego sprzętu. Do tego jakość samego mycia i suszenia nierzadko ustępuje konkurencji. Częstą zmorą są w nich również aluminiowe, łamiące się wiązki przewodów (np. w drzwiach), co prowadzi do problemów z wyświetlaczem lub brakiem reakcji na włącznik.
  • Electrolux: Kiedyś jeden z pionierów, dziś z dnia na dzień spadająca jakość, często z powodu podproducentów. Np. w niektórych zmywarkach stosowano pompę odpływową z aluminiowymi uzwojeniami – wystarczy, że pompka się czymś przyblokowała, mocniej zagrzała i pompka spalona... poza tym coraz częściej dotyczy ich wszystko to, co powyżej.
  • Haier / Candy: Te sprzęty bywają tak absurdalnie przekombinowane, że to nie mieści się w głowie. Miliony funkcji, zmywarka, która sama się włączy, automatycznie dobierze program do zawartości, szmery bajery... Ale co z tego, skoro sama się nie załaduje i nie wypakuje? Poza tym trapią je przypadłości podobne jak wyżej.
  • Gorenje / Hisense: Sprzęty często niestety niedopracowane pod względem elektroniki, brak zabezpieczeń przepięciowych. Sztandarowy przykład: elektrozawór, który upala port procesora. Jest on wysterowywany przez triak, połączony bezpośrednio z pinem procesora – przebicie na cewce lub triaku i mamy 230V na procesorze, śmierć natychmiastowa.

Większość zmywarek na rynku bazuje na podobnych lub takich samych komponentach produkowanych przez firmy takie jak Askoll, Welling, Arcelik czy Copreci. Różnią się mniej lub bardziej rozbudowanym sterownikiem i stosowanymi wężami (np. odchodzącymi od pompy myjącej – w jednej jest on dłuższy, w innej krótszy, jeden wygięty pod kątem 45 stopni, inny 90).


Masz bardzo ograniczony budżet? Kup najtańszą i najprostszą!

Co zrobić, gdy nie masz 2000-3000 zł na solidnego Boscha ze stalowym dnem albo bezawaryjne Miele? To zabrzmi brutalnie, ale szczerze: jeśli musisz oszczędzać, kup najtańszą, najbardziej podstawową zmywarkę na rynku, żeby bez poczucia straty kupić nową, gdy ta padnie. Lub SZUKAJ UŻYWANEJ, starszej po remoncie – ale temu poświęcę osobny artykuł. W większości przypadków nie ma się czego brzydzić!

Dlaczego? W budżetowych "średniakach" płacisz często za zbędne bajery, wyświetlacze i mnóstwo elektroniki, która przycięta na kosztach produkcji psuje się błyskawicznie. Im więcej bajerów, tym więcej lutów, im więcej lutów, tym więcej cyny bezołowiowej. Jest to temat rzeka, ale ma to związek z unijną dyrektywą RoHS, która jest po części słuszna, lecz nie brano w niej pod uwagę pewnych czynników. Stosowanie cyny bezołowiowej prowadzi do powstawania tzw. "zimnych lutów" i pękania spoiny, przez co wszystkie "bajery" w zmywarce nagle zaczynają tracić ze sobą komunikację. Prowadzi to również do zjawiska tzw. "wąsów cynowych" i do niewyjaśnionych uszkodzeń modułów.

Najtańsze urządzenia (np. z marketowych promocji za około 1000 zł) są zbudowane najprościej jak się da. Nie ma w nich skomplikowanych sensorów czy dotykowych paneli, które są koszmarnie drogie w naprawie z uwagi na to, że są obsługiwane przez mikrokontroler i czujniki pojemnościowe, które przez kilka lat pracy w niesprzyjających warunkach (wilgoć etc.) potrafią nawalić. Czasami pomoże przelutowanie, a czasami niestety zostaje wymiana modułu na nowy. Regeneracja – przy nakładzie pracy związanym z poszukiwaniem oprogramowania potrzebnego do wgrania do takiego kontrolera (o ile w ogóle ktoś je kiedyś zgrał i chce sprzedać), lutowaniem i czasem potrzebnym na szukanie problemu – wychodzi kosztowo na jedno. Fizyczne przyciski i zaledwie kilka podstawowych programów to w tym budżecie Twoi najlepsi przyjaciele. A kiedy taka zmywarka zepsuje się po 3-5 latach (bo cudów w tej cenie nie ma), po prostu ją zutylizujesz bez ogromnego żalu, zamiast płacić 800 zł za wymianę modułu.

Aby zrozumieć ten fenomen, wystarczy popatrzeć na droższych producentów, takich jak np. Miele. Niejednokrotnie spotkałem się z opinią: "Dlaczego to tyle kosztuje, skoro ma takie same programy jak zmywarka za 1000 zł?". Nie licząc wysokich serii Miele, są to naprawdę proste sprzęty pod względem konstrukcji i ilości programów. Za prostotą bardzo często idzie jakość i długowieczność. To trochę jak ze starymi dieslami – prosty układ paliwowy, duże naddatki technologiczne i mamy silniki, które przy dobrym serwisie robią milion i więcej kilometrów bez mrugnięcia okiem. :)

Idąc dalej, wystarczy popatrzeć na sprzęty przemysłowe, które nastawione są na lata pracy – sterowniki w pociągach czy robotach w fabrykach. Wszystkie te sprzęty łączy jedno: stosowanie materiałów, o których od dawna wiadomo, że nie powodują problemów (np. cyna ołowiowa). Choć nie wiem, czy w przypadku sprzętu konsumenckiego, którego ludzkość wyrzuca tony rocznie, takie podejście byłoby słuszne, i tutaj dochodzimy do punktu wyjścia...


Uwaga na pułapkę Boscha: Plastikowe dno (Polinox)

Zmywarki z grupy BSH (Bosch i Siemens) od lat uchodzą za absolutnych liderów rynku. Mają świetne pompy, świetnie myją i są stosunkowo ciche. Niestety, księgowi również tu dorzucili swoje trzy grosze. Mowa o zmywarkach z plastikowym dnem (producent nazywa ten materiał Polinox).

Dlaczego plastikowe dno to zły pomysł?

  1. Rozszczelnienia: Komora zmywarki jest metalowa, a dno plastikowe. Te dwa materiały inaczej reagują na wysoką temperaturę (rozszerzalność cieplna). Po kilku latach naprzemiennego nagrzewania i stygnięcia, łączenie między blachą a plastikiem potrafi się rozszczelnić. Efekt? Wyciek wody pod urządzenie i słynny błąd E15.
  2. Zatrzymywanie zapachów: Plastik po pewnym czasie staje się mikroporowaty. Wsiąkają w niego resztki tłuszczu i chemii, co powoduje, że ze zmywarki po prostu zaczyna brzydko pachnieć, a czyszczenie nie przynosi efektu.

Jak uniknąć błędu? Bosch to nadal świetny wybór, ale zawsze przed zakupem sprawdzaj specyfikację! Szukaj modeli, które w rubryce "materiał komory/dna" mają wpisaną stal szlachetną. Otwórz urządzenie w sklepie i sprawdź, czy dno jest z błyszczącej blachy, czy z szarego, chropowatego plastiku.


To co w końcu kupić? Ranking MrHouse

Oto marki i rozwiązania, z którymi jako serwisant mam najmniej problemów (zakładając, że masz budżet na sprzęt ze średniej i wyższej półki):

  • Bosch / Siemens (ale TYLKO z całkowicie stalowym dnem): Jeśli wybierzesz model z dnem ze stali szlachetnej, otrzymasz trwałe urządzenie, do którego części zamienne są łatwo dostępne i stosunkowo tanie.
  • Amica: Jest to polski producent, który w dużej mierze polega jeszcze na wielu "analogowych rozwiązaniach" – fizycznych przyciskach i prostych do bólu programatorach. Paradoksalnie, mimo niskiej ceny, czasem warto nawet ją naprawić, bo są części (takie jak grzałka), które padają po prostu w wyniku standardowej eksploatacji.
  • Miele: Jeśli dysponujesz większym budżetem, to marka dla Ciebie. Najwyższa jakość wykonania, sprzęt projektowany na kilkanaście lat pracy. Naprawy rzadkie, choć bywają drogie w przypadku oryginalnych części. I to zarazem największa wada sprzętu Miele – koszt części. Jednak jeśli zależy nam na dopracowanym sprzęcie, nie jest to zły wybór.

Podsumowanie

Wybierając zmywarkę, nie daj się zwieść liczbie programów mycia, których i tak nie będziesz używać. Liczy się solidna konstrukcja komory (brak plastiku na dnie), sprawdzona marka i to, by dopasować zakup mądrze do swojego budżetu – czasem lepiej wziąć absolutnie najprostszy model, niż przepłacać za awaryjną elektronikę średniej klasy. Z drugiej strony czasem nie warto oszczędzać, bo jak podliczymy sobie, ile nerwów i pieniędzy będzie nas kosztować zmywarka psująca się akurat na święta lub chwilę po gwarancji, to wyjdzie nam, że być może lepiej dopłacić.

A jeśli Twoja obecna zmywarka odmawia posłuszeństwa, pamiętaj: MrHouse – bo dom musi działać!